est 12:30. Marta wychodzi, a ja wyjeżdżam do chłopaków. Miejsce kierowcy zajął Louis, obok Liam, za nimi Zayn z Niall'em, a ja z tyłu, a obok mnie Harry. Nie dało się tych 15 minut drogi przesiedzieć w ciszy, gdyż Lokowaty już zaczął do mnie rozmawiać.
-Ej, żyjesz? - powiedział.
-Tak, chyba żyję, a co?
-A tak się pytam. Jesteś jakaś taka nieobecna
-Ja? Chyba się zamyśliłam
-A o kim? Mogę wiedzieć? - spytał podejrzliwie, a zarazem ze śmiechem.
-Hahahahahahaha! Nie. - zaprotestowałam.
-Aha. Przepraszam, że spytałem - powiedział lekko podirytowany. Chyba go wkurzyłam.
-Ej, ogar. Harry, wiemy, że się w niej zakochałeś, ale mógłbyś się zamknąć, bo Liam tutaj rozmawia z jego mamą w szpitalu - powiedział zdenerwowany Louis.
-Ale ja nic nie robię! - protestował Lokowaty. - Jeżeli już to Marcela
-Nie wstyd ci zganiać na dziewczynę?
-Dobra, ale on mówi prawdę - jestem dziwna i stanęłam w obronie Harry'ego. Lokoway spojrzał na mnie zdziwiony.
-Aha, no to przepraszam Harry - odpuścił Pasiasty. Do chłopaka to ma wonty, ale jak dziewczyna to nic nie powie. Może boi się, że jego dziewczyna się dowie, że ma coś do płci żeńskiej?
W końcu dojechaliśmy. Jak na gentlemana przystało przepuścił niewiastę przodem. Weszliśmy do domu, a raczej do willi, bo nie wypada nazwać tego domem, gdyż to dziadostwo jest większe niż kiedykolwiek się mogłam spodziewać. Louis od razu odprowadził mnie do mojego pokoju. Ja nie mogę. Zajebiste pomieszczenie. Chyba żadko będę stąd wychodzić. Jednak mojego planu nie pozwolił mi zrealizować człek pukający do drzwi. Powiedziałam "Proszę", a do pomieszczenia wszedł Harry.
-Cześć, mogę wejść? - spytał.
-Jasne, wchodź - powiedziałam z uśmiechem i milszym tonem niż w samochodzie. Wszedł i usiedliśmy na łóżku. - O co chodzi?
-Chciałem cię przeprosić za tą ostatnią chamską wypowiedź. Powinienem to uszanować
-Okej, nie gniewam się - odpowiedziałam z uśmiechem odgarniając grzywkę z czoła.
-Uff,a już myślałem, że będziesz na mnie wściekła - kamień spadł mu z serca. Przeynajmniej tak to odebrałam. - Wiesz, pójdę już. Moja siostra pżyjeżdża dzisiaj do Londynu, a wieczorem leci do Niemiec
-Okej, pozdrów ją ode mnie
-Spoko - uśmiechnął się i wyszedł.
Z braku zajęcia wyszłam z pokoju i poszłam do salonu, gdzie spodziewałam się reszty chłopaków. Nie myliłam się. Zastałam tam wszystkich oprócz Harry'ego. Usiadłam na kanapie pomiędzy Zayn'em a Niall'em. Troche gadaliśmy, a potem Zayn zwrócił się do mnie.
-Marcela, możemy pogadać? - spytał niepewnie.
-Em, jasne - troche się zdziwiłam, ale poszłam z nim. Poszliśmy do jego pokoju . Zamknął drzwi na klucz. Nie rozumiem. Po co? Troche się speszyłam. Pawą rękę zawiesiłam na lewej, zwiesiłam głowę w dół i spojrzałam na Zayn'a. Podszedł niebezpiecznie blisko mnie. Moje serce zaczęło bić 2 razy szybciej, a oddech stawał się z każdą sekundą coraz bardziej nierówny. Jedną rękę położył na mojej talii, a druga zaraz się dołączyła. Zayn przyciągnął mnie jednym sprawnym ruchem do siebie. Lekko się uśmiechnął i spojrzał w moje oczy, które były wypełnione strachem i niepokojem. To dziwne bo raczej nie powinnam się bać przyjaciela mojej siostry. Jego wzrok co jakiś czas przenosił się na mój biust, przez co sytuacja stawała się jeszcze bardziej dla mnie niezręczna i niepokojąca. Przybliżył twarz niebezpiecznie blisko mojej. Mój oddech zaczął być odrobinę głośniejszy. Sama ledwo go słyszałam. Ze zdenerwowania uchyliłam lekko usta, które jednak po chwili powróciły do swojej dawnej pozycji. Zayn spojrzał na mnie, tym razem bezpośrednio w moje oczy. Mogłabym się wyrwać, niestety trzymał mnie przy sobie tak mocno, że nie mogłam nic zrobić. Po za tym nie mam wystarczająco dużo siły by tego dokonać. W oczach Zayn'a było widać blask, a zarazem tańczyły w nich iskierki pożądania. Nieco oprzytomniałam i popatrzyłam w jego powalające brązowe oczy. Ogarnij się, dziewczyno. Co się ze mną dzieje? Byłam kompletnie sparaliżowana, może dlatego nic nie zrobiłam?
-Zayn, co ty robisz? - spytałam z niepewnością.
-Proszę, pozwól... - powiedział ledwo słyszalnym głosem. Potem zaczął mnie całować po szyi.
-Na co?
- Kocham cię...
-Chwila, co ty w ogóle mówisz? - mój głos stawał się coraz cichszy, bo nasze twarze były w odległości od siebie z półtora centymetra.
-Wiem dobrze co mówię i jestem tego pewien... - nadal szepczał. Popchnął mnie do ściany. Zaczął skłądać pocałunki na mojej szyi. Coraz bardziej nie wiedziałam co zrobić. Zostałam kompletnie sparaliżowana. Byłam do reszty zaskoczona zaistniałą sytuacją.
-Zayn, ale ja nie chcę... - próbowałam go chociaż odepchnąć, lecz jak mówiłam nie dysponuję dużą siłą. Dlatego też nie byłam w stanie bronić się przed Patrykiem. W końcu nie wytrzymałam. Zdołałam go odepchnąć do tyłu i wybiec z pokoju. Kiedy złapałam za klamkę i pociągnęłam za nią przypomniało mi się, że drzwi są zamknięte. Szybko przekręciłam klucz w zamku i otworzyłam je. Wybiegłam na przedpokuj i zabrałam z wieszaka jakąś bluzę. Była na mnie o wiele za duża. Chyba była to bluza jednego z chłopaków. Zatrzasnęłam za sobą drzwi zalewając się przy tym łzami. Przyjechałam w szpilkach, więc szybko je założyłam. Nie miałabym czasu teraz zawiązywać moich trampek. Zatrzasnęłam za sobą drzwi. Biegłam w strone parku. NMożecie sobie teraz myśleć: "Po co? Przecież nic się takiego nie stało". Dla mnie się stało, i to dużo. Usiadłam pod starym drzewem i podkuliłam nogi pod brodę. Pod wpływem ich całkowitego podgięcia poczułam cos ostrego w kieszeni spodni. Wyprostowałam jedną nogę, bo wydobyc z niej przedmiot. Wyciągnęłam ją. Była sama, jedna, srebrna, ostra żyletka. W ogóle nie używana. Jeszcze. Zaczęłam obracac ją na wszystkie strony uważnie się jej przyglądając. Miałam ochotę to zrobić. Ta chęć była przeogromna. Przyłożyłąm ją do nadgarstka. Tępo patrzyłam się na nią, kiedy leżała na mojej ręce i już chciała się posunąc po mojej skurze, dając mi ogromna ulgę. Przycisnęłam ją bardziej i przejechałam kilka miliimetrów. Szybko sie opamiętałam i odsunęlam ją. Rzuciłam za siebie. Lekko zakrwawiona połyskująca w małym świetle słońca upadła na wilgotną ziemie. Muszę o niej zapomnieć. Ale to moja przyjaciółka...
~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.
Niezła burza? Jak obiecywałam, tak jest ;D Jestem cholernie dumna z tego rozdziału. Ach ta moja chora wyobraźnia XD Aż zaczynam się sama siebie bać. A jak go czytam to brechtam się z mojej zrytej bani jak z laczków SpongeBoba XD No to koniec mojej przemowy, tak durnej i głupiej jak ja ;) I proszę o komentarze ;)
~Julian ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz